Posty

List zrodzony z Bezsilności

Jak długo jeszcze każesz mi stać nad sobą, wytykać moje błędy i szukać dziur w mojej osobowości? W i e m . Moje rozczłonkowane ciało już dawno gnije. Rozrzucone po całym domu. Skaziło powietrze cierpkim smrodem umierających marzeń. Poddałem się. Już nie chcę zszywać członków. Jak rozbite lustro mojej przyszłości chcę zostać poddany recyklingowi . Góra śmieci to nie moje przeznaczenie, tym stała się moja dusza, kiedy spróbowałem ż y ć … Życiem człowieka.

Urodziłem się artystą

Dryfuję w oceanie czasu, nie jestem ani tu ani nigdzie innej. Uciekam od miłości, marzeń i rzeczywistości. Nic co przemijające na tym świecie nie jest mi atrakcyjne. Urodziłem się najsłabszym z gatunków. Urodziłem się artystą. Dlatego niechybnie umrę młodo, a pochowają mnie z moimi ideałami. Właśnie teraz rozpadam się na miliony k a w a ł k ó w. .

I will always by your side: Rozdział II

          Zaraz po tym do szkoły przyjechała pani McCrerey. Po długiej rozmowie z nauczycielem, zabrała syna do domu. Tomy był w stanie fatalnym. Nie było go w szkole ponad tydzień. W tym czasie rany Louisa, przede wszystkim te mentalne, goiły się zbyt wolno. Martwił się o przyjaciela, ale nie był w stanie w jakikolwiek sposób się z nim skontaktować. Był zły na Deana, który pozwolił na taki obrót sprawy. Po kilku dniach, gdy ochłonął po minionej bójce, zdecydował się na bezpośrednią konfrontację z chłopakiem, który był współwinowajcą napaści na Tommy’ego. Szedł do niego z nastawieniem: nie wywiniesz mi się bez szwanku. *           Na przerwie lunchowej, po dość długich poszukiwaniach, znalazł delikwenta na dworze. Okupował jeden ze stolików wraz ze swoją paczką. Dean był wysokim i dobrze zbudowanym chłopakiem. Wcale nie wyglądał na swój wiek (, tak samo jak Louis – ale w drugą stronę) . W skórach, z widocznymi tatuażami i nieprzyjemny...

List zrodzony z Żalu

__________… Powinnam zacząć jednak nieco inaczej – „___”. ______? Cóż, chyba faktycznie nie wiem. Do której z Nas piszę tym razem? Ani która z nas jest adresatem? Czy jest… N i e      w i e m ... Co się tu dzieje, a co jest w mojej głowie – wszystko jest takie niejasne. Granica między szaleństwem fikcji a rynsztokiem rzeczywistości jest tak cienka, że nie jestem w stanie jej ujrzeć. Może nigdy nie istniała. . . . A może to ja jestem niebytem? Kiedy słyszę Twój głos Panie Drżę ze strachu Nie podołam. Myślę. Bo słyszę, jak mówisz do mnie. Słyszę, ale nie rozumiem. Gdyby życie nie było życiem… Może bym je nawet pokochała? Gdyby ludzie nie byli ludźmi… Może chciałabym istnieć? Wszystko jest takie nieostre, Miłość już dawno odeszła z mojego serca. Zgodnie zarządziliśmy tym rozrusznikiem, odcinając akumulatory podnieceń. Tak by nic nie było wstanie wzniecić ogn...

I will always by your side: Rozdział I

To te same mury, w których uczy się Dean. Moje podekscytowanie rośnie z każdym kolejnym krokiem stawianym wewnątrz nich. Zróżnicowanie twarzy i potencjalnych charakterów należących do owych twarzy różni się od tych z podstawowej szkoły - wszyscy mimo wszystko zdają się być dojrzalsi. Zastanawiam się, czy i mnie uda się wpasować w ten tłum. Ławkę na prawo, obok mnie, w drugim rzędzie siedzi pewna osoba. Ta dziewczyna wygląda naprawdę niepozornie. Nie jestem pewien, czy zaliczyła parę klas na raz, czy to jej uroda. Strasznie mnie to zaciekawiło. Nie wpisuje się w kanony urody panujących w tej szkole. Jej spojrzenie jest bardzo nieobecne.  A na każde pytanie lub przywitanie odpowiada promiennym uśmiechem. Naprawdę jesteśmy z tych samych światów? *                 Zastanawia mnie, w którym miejscu błądzą jej myśli, gdy tak patrzy w przestrzeń. Jej spojrzenie nie jest tu, ale mimo to błyszczy bardziej ...

Maski: Rozdział I

Wiem, że wszyscy nosimy  maski . Czy jest grzechem, kiedy choć myślę o jej ściągnięciu? Lecz skoro cały świat został już dawno potępiony... czy mogę pozwolić sobie na jeszcze jedno bezeceństwo? ***                     To był zwyczajny dzień we wsi. Każdy pracował, a po pracy przychodził czas na odpoczynek. Tak mała miejscowość tętniła życiem na poszczególnych połaciach ziem należących do rodzin majętniejszych w ciągu dnia, lecz wieczorem starsza część populacji kładła się spać, dorośli czasem odwiedzali się w domostwach, ułożywszy do snu swoje dziatki, za to młodzież zaczynała żyć – po obfitej z reguły pracy, spotykali się na obrzeżach lasu, pod domem rówieśników, albo pod wierzbą niedaleko przystanku.                     Tego wieczora John nie miał ochoty zarywać nocki, łażąc i wygłupiając się ze znajomymi. Nie wiedział, dlaczego, ale czuł, jakby coś w nim mó...