I will always by your side: Rozdział I


To te same mury, w których uczy się Dean. Moje podekscytowanie rośnie z każdym kolejnym krokiem stawianym wewnątrz nich. Zróżnicowanie twarzy i potencjalnych charakterów należących do owych twarzy różni się od tych z podstawowej szkoły - wszyscy mimo wszystko zdają się być dojrzalsi. Zastanawiam się, czy i mnie uda się wpasować w ten tłum.
Ławkę na prawo, obok mnie, w drugim rzędzie siedzi pewna osoba. Ta dziewczyna wygląda naprawdę niepozornie. Nie jestem pewien, czy zaliczyła parę klas na raz, czy to jej uroda. Strasznie mnie to zaciekawiło.
Nie wpisuje się w kanony urody panujących w tej szkole. Jej spojrzenie jest bardzo nieobecne.  A na każde pytanie lub przywitanie odpowiada promiennym uśmiechem. Naprawdę jesteśmy z tych samych światów?
*
                Zastanawia mnie, w którym miejscu błądzą jej myśli, gdy tak patrzy w przestrzeń. Jej spojrzenie nie jest tu, ale mimo to błyszczy bardziej niż którejkolwiek z pozostałych dziewczyn.
To samo wrażenie odniosłem następnego dnia. I następnego. Gdy minął już tydzień, myśli na jej temat nurtowały mnie tak zaciekle i dotkliwie, że ośmieliłem się przywitać.
- Dzień dobry. – usiadłem na swoim miejscu i skierowałem się w jej stronę.
Potrząsnęła głową, jakby chciała odsunąć obecne myśli na bok. Uśmiechnęła się do mnie, ukazując górną część śnieżnobiałych zębów. Założyła kosmyk swoich długich, blond włosów za ucho i, wędrując oczyma po klasie, wyglądała jakby szukała stosownej odpowiedzi.
W końcu odezwała się, a jej głos był nadzwyczaj melodyjny i delikatny. Zdawało mi się, że ważyła każde z wypowiedzianych słów, by brzmiały perfekcyjnie:
- Dzień dobry i Tobie. Tommy, dobrze pamiętam, prawda?
- Tak. – byłem nieco oszołomiony jej zjawiskowym głosem. Odwzajemniłem uśmiech, ale nie byłem w stanie wydobyć z siebie kolejnych słów.
*
                Nie byłem zakochany. Raczej zaintrygowany. Na tyle silne było to uczucie, że gdy szedłem spać, zastanawiałem się, czy jutro też będę spoglądał na tę samą mistyczną twarz. A moje zaskoczenie kolejnych poranków dynamiką jej twarzy przysparzało mnie o ból umysłu.
*
                Po tygodniowej przerwie spowodowanej moją słabą odpornością przez co zachorowałem, czułem, że znowu zostanę sam. Minęły ponad dwa tygodnie od czasu rozpoczęcia roku szkolnego. To więcej niż pewne, że w klasie powstały już ścisłe więzy między uczniami, więc szczerze porzuciłem nadzieję na zyskanie w tym roku przyjaciela.
Ogromnym zdziwieniem zatem był powrót. Obok mojego krzesła czekała na mnie moja nimfa. Z szerokim uśmiechem, obserwowała każdy mój krok, zanim doszedłem do swojego miejsca, a wtedy pozdrowiła mnie i spytała:
- Już wszystko w porządku?
Poczułem się zmieszany. W ciszy usiadłem i starałem zlepić jakąś sensowną odpowiedź, ale głos ugrzązł mi w gardle. Wciąż byłem obserwowany, co jeszcze bardziej zmniejszyło moją pewność siebie (, która i tak była dość niska).
- Hej, Tommy, dobrze się czujesz? – z boku doleciał mnie dźwięk przesuwanego krzesła, momentalnie wyprostowałem się i nabrałem spory haust powietrza.
- Yy… Erm… T-tak. – poprawiłem okulary na nosie. Niekoniecznie sprawiały, że było mnie widać mniej…
- To dobrze. Jeżeli chcesz, mógłbym Ci pożyczyć notatki z lekcji. To nic takiego, ale sądzę, że warto mieć je w zeszycie.
W tym momencie poczułem się bliżej niej niż mógłbym kiedykolwiek przypuszczać. Moje mięśnie rozluźniły się, a umysł oczyścił. W końcu zdobyłem odwagę, by spokojnie odpowiedzieć, chociaż miałem wrażenie, że mój głos brzmi dość dziwnie.
- Dziękuję.
*
                Ostatecznie nie była to jednorazowa wymiana zdań. Okazało się, że łączy nas więcej niż moglibyśmy przypuszczać. Największym zaskoczeniem było dla mnie, że Louis był chłopakiem. Ale zdążyłem już przyzwyczaić się do tej myśli. Wspólne wypady na herbatę po szkole czy do pobliskiej biblioteki stały się już tradycją.
Louis nie był gadatliwy, ale potrafił wyczuć nastrój rozmówcy i do niego dopasowywać ilość oraz styl wypowiedzi. Uwielbiałem to, że gdy po prostu musieliśmy, to milczeliśmy. Ale gdy wkraczaliśmy na tematy bezpośrednio związane z naszymi zainteresowaniami, niemal przekrzykiwaliśmy się nawzajem z podekscytowania.
Nie pytałem, o czym myślał, gdy go poznałem. Do teraz nurtuje mnie ta zagadka. Nigdy więcej się to nie powtórzyło.
*
                Minęły trzy miesiące.
                Kątem oka dostrzegłem Deana. Jego spojrzenie było dość wymowne. Nie chciałem, ale wiedziałem, że coś jest nie tak. Już po chwili doszło do nas kilku jego znajomych. Chwycili mnie za koszulę i odciągnęli od Louisa. Starał się wyszarpnąć mnie z ich uścisku, ale to było daremne. Było mi naprawdę przykro, że musiał tu być ze mną. Zdążyłem tylko zarejestrować jego głos. Zapewne starał się mnie uratować z tej sytuacji.
Nie wiedziałem, dlaczego tak się dzieje. Nigdy nie wiedziałem, co zrobiłem, żeby rozgniewać Deana.

Ból rozdzierał mnie od środka. Miałem ochotę krzyczeć, ale nie mogłem. Ledwo łapałem kolejny wdech. Ostatnie co zapamiętałem to pogardliwe spojrzenie Deana i czyjąś ciepłą dłoń na policzku.
.

Dzisiejszy post ze specjalną dedykacją dla CzarnyFlakon. Dziękujemy za pierwszy komentarz. 

Chciałybyśmy, aby ważne były treści, nie autorzy. Mamy zatem nadzieję, że to, czego tutaj doświadczycie zapadnie Wam w pamięć, może wspomoże w owiany nudą lub pozbawiany nadziei dzień. Do tego stworzono literaturę. :) Nie uważamy, że jesteśmy wybitnymi pisarzami, ale pisanie dla szuflady jest pozbawione sensu. Zbieramy więc w sobie całą odwagę i publikujemy dzisiaj pierwszą część opowiadania "I will always by your side".

Komentarze

  1. Ah jakie wyróżnienie mnie spotkało, dziękuje :)
    Rozpływam się w interpretacjach i wypatruje kolejnych części!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz